25 maja 2012

COSMOPOLITyczne pytania.

Na początek spieszę z wyjaśnieniem, a nawet dwoma. Po pierwsze - nie będzie o kosmopolityzmie i byciu obywatelem świata, bo to zbyt ambitne zważając na temperaturę za oknem, ponad trzydziestogodzinny brak snu i dwa koncertowo upierdolone (inaczej się tego nazwać nie da, z resztą musicie wiedzieć, że na co dzień klnę na potęgę - choć wiem, że to nic dobrego, podobnie jak palenie "jak smok" - i nie zamierzam się, wbrew teorii Łukasza upiększać na siłę :P) kolokwia. Po drugie - "Cosmopolitan" nie stał się nagle moją ulubioną lekturą, ale w pociągu zwykle średnio mogę się skupić (zwłaszcza, kiedy przez całą drogę Toruń-Olsztyn jakiś Bob Budowniczy usiłuje zaprosić mnie na kawę) na tyle, żeby czytać książkę, a Współlokator wysłany do dworcowego kiosku z poleceniem "kup mi coś odmóżdżającego", najwyraźniej uznał, że ten właśnie tytuł odmóżdży mnie najbardziej. [Swoją drogą - w pociągu nawet tego nie otworzyłam, jadąc ponad dwie godziny w pozycji "na sardynkę" ;)]. Do rzeczy, bo - tak czy siak - przyszedł w końcu moment by gazetę tę otworzyć...
Okładkowy temat - najwyraźniej - numer jeden, bo napisany wielkimi pomarańczowymi literami (zasłaniając nawet ramię Kasi Cichopek!) brzmi:

99
SEKS

WSKAZÓWEK
Rozwiejemy wszystkie
twoje wątpliwości

Spieszę więc - czym prędzej! - na stronę 47, no bo skoro mają rozwiać wszystkie moje wątpliwości... Któż ich nie ma!? I... CO JA PACZĘ? No okej, tak naprawdę nie wiem, czego się spodziewałam po tytule dziewięćdziesiąt dziewięć sekswskazówek, ale litości! Czy ktoś - a w zasadzie nie ktoś, a grupa docelowa czasopisma, czyli jednak dorosłe kobiety - mógłby mieć takie pytania?! [Bo wskazówki owe przybrały formę pytań]. Przytaczam co "ciekawsze" (i równie "ciekawe" odpowiedzi):


7. Jak go zachęcić, żeby pieścił mnie oralnie? 
* Kiedy całuje cię w usta, szepnij: "Marzę, byś całował mnie też w inne miejsca". [Np. w dupę, no chrystepanie!]

12. Podobno faceci lubią patrzeć, jak się same dotykamy. Jak to robić? 
* Gdy jesteś na górze, ściskaj swoje sutki. [Tylko, broń boże, nie zapomnij, bo inaczej nici z seksu. Aha, i kiedy to on będzie chciał pościskać swoje sutki - pamiętaj! nie pozwól mu, musisz ściskać je sama!]

14. Czym związać faceta?
* Pończochami. Apaszką. Krawatem. Stringami. [Sznurem do siana].

15. Co można robić fajnego po seksie? 
* Masaż. Ty jemu, a potem on tobie. Zacznij od lekkiego drapania jego głowy paznokciami... [Och, serio? A ja zawsze proponowałam grę w bingo]. 

18. Gdy facet pieści mnie oralnie, co mam robić z rękami? 
* Delikatnie ciągnij go za włosy albo przeczesuj je palcami. Nie kieruj jego głową. [Przepraszam, ale tutaj nawet moje "ironia, cynizm, sarkazm i..." nie są wstanie dodać komentarza; podobnie przy pytaniu "Co robić z rękami, gdy pieszczę go oralnie?].

23. Co robić, kiedy muszę odpocząć w trakcie oralu?
* Poliż swoją rękę i pieść go dłonią, całując w tym czasie wnętrza jego ud. [Powiedz: "sorry, kochanie, przerwa" i idź zrobić sobie kanapkę].

47. Co mam robić, gdy już go zwiążę?
* Całuj jego ciało z góry na dół i z powrotem. [Albo - jak wyżej - idź zrobić sobie kanapkę].

56. Jestem megawilgotna w czasie seksu. Coś ze mną nie tak?
* Skąd!
[Oczywiście! Prawdopodobnie nieświadomie popuściłaś z siebie ogromną ilość moczu, stąd uczucie wilgotności. Jeśli sprawa się powtórzy, skontaktuj się z lekarzem lub farmaceutą].

97. Co mówić w trakcie?
* "Aaach, jak mi z tobą dobrze". Albo coś w tym stylu ;-) [Ewentualnie: "jutro na obiad zrazy"].


Moje top dziewięć. Ale ludzie, litości! Ja rozumiem, że wychowanie seksualne stoi w tym kraju na niezbyt wysokim poziomie, a w zasadzie to leży i to na żadnym poziomie. Jasne. Ze mną też rodzice jakoś gorliwie nie rozkminiali pozycji seksualnych i nie uczyli mnie seksu oralnego (soł... śmiesznie brzmi :P), ale - jak już wspominałam - grupą docelową czasopisma "Cosmopolitan" są dorosłe - najwyraźniej "wyzwolone" (cokolwiek miałoby to znaczyć) - kobiety. Czy te kobiety naprawdę nie wiedzą "co mówić w trakcie"? Albo, że kobieta jest mega-, ba! kurewsko wilgotna podczas dobrego seksu? Nie bardzo chcę mi się w to wierzyć... Więc o co chodzi? I kto to czyta? [Tak, wiem, teraz odezwie się gremium, że przecież ja ;)]. 

***

Zauważyłam, że jestem mistrzynią wtrąceń, dygresji i tym podobnych, z resztą wpis ten tworzył się od godziny szesnastej, z przerwą na piwo, kilkoma przerwami na papierosa i spacerem do sklepu! ;) A teraz - piwa ciąg dalszy, ale zaczynam nadrabiać ooogrooomne zaległości, których przez ten miesiąc narobiłam sobie na Waszych blogach! A po weekendzie będę miała dla Was "kilka" zdjęć - tak czuję. ;)

24 maja 2012

Wejście smoka! :)

To już chyba będzie wpis z serii "sesja sprzyja blogowaniu". No bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że nie było mnie tu niemalże miesiąc, a teraz nagle - gdy powinnam wkuwać dziesiątki dat na jutrzejsze kolokwium (-a w zasadzie) - postanowiłam dać znać, że żyję. No właśnie, żyję. I teraz pewnie wszyscy spodziewają się, że napiszę "ale co to za życie?". Ale nie. Jest ok. Może nie "kilkanaście centymetrów ponad chodnikami", ale... uspokoiło się. Okazało się, że - mimo pierdolenia, jak jest cudownie - nie wszyscy chcemy dalej mieszkać w takim składzie. Na początku szok, potem szybka rozkmina, że... to nawet lepiej? Szkoda tylko, bo odpada nam osoba, która trzymała naszą mieszkaniową "rodzinę" w kupie. No nic, zaczniemy o tym myśleć bliżej września. Czas zapierdala, jak nienormalny... Koniec maja, sesja-sresja, nie wyrabiam, nie wiem, jak wyrobię w przyszłym semestrze (o ile do niego dotrwam ;)), w którym będę miała jeszcze więcej zajęć, znacznie więcej. Na szczęście profesorostwo ma mózgi i część egzaminów poszła nawet na lipiec. No nic, znów - zobaczymy.

I w jednej tylko kwestii nie ma spokoju. To znaczy - nie, nie dzieje się nic złego. Ale kojarzycie takie karuzele w wesołych miasteczkach, na których raz jesteś na górze, a za chwilę momentalnie na dole? Tak czuje się moje serducho - raz tańczy w euforii (i nic do niego nie dociera, nawet najbardziej racjonalne argumenty), by zaraz potem padać z bezsilności. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Nikt nie mówił, że spotkam chłopaka w swoim wieku (a nie dwukrotnie starszego), który będzie potrafił zdeklarować czego oczekuje od... od zaistniałej sytuacji. Męczę się i szarpię sama ze sobą. Ale uwielbiam patrzeć jak śpi, stawać na palcach, żeby go pocałować... Pierwszy raz w życiu sama z siebie używam powiedzenia, którego z całego serca nienawidzę: czas pokaże.

No... Wróciłam. Cieszycie się?

27 kwietnia 2012

jakbym dostała w mordę.

Nie ma sensownego wpisu. Nie ma recenzji. Nie ma wpisu o blogowaniu, który planuję od dawna. Nie ma nic, co nadawałoby się do czytania przez większe grono osób. Mój idealistyczny świat eksplodował. Zgliszcza się dopalają, a ja depczę je stopą. Im szybciej, tym lepiej. Boli mnie żołądek na myśl o tym, że muszę wyjść i zmierzyć się ze światem. Nie tym światem, który przez kilkanaście lat budowałam w swojej głowie, ale z tym, który ktoś stworzył; tym, który tworzą ludzie. Ludzie, których tak bardzo się boję. Jak śpiewa Wojtek "jakbym dostał(a) w mordę..." Odezwę się jak wszystko wróci do choć minimalnej normy. Bo przecież w tej samej piosence, ten sam Wojtek śpiewa "co nas nie zabije, na pewno nas umocni..." Niedługo, bo ileż można płakać nad rozlanym mlekiem? Jeśli dziś nie zwariuję, to jutro będę w pociągu do innego świata. Choć na kilka dni. Może właśnie tyle mi potrzeba.

21 kwietnia 2012

żyję, ale co to za życie...?

'Jak ten czas dziwnie leci...' Od piątku mnie tu nie było i to dosłownie, bo nawet nie zaglądałam na Wasze blogi, a tu... znowu piątek! Czas leci, przecieka mi przez palce. Jestem zła na siebie, bo prześladująca mnie ostatnio anglojęzyczna maksyma: "do you exist, but do you live?" w gigantycznym stopniu dotyczy mojego życia-nieżycia. Wkręcam się niesamowicie w ten rollercoaster zwany życiem, który wypluwa mnie jedynie od czasu do czasu na kilka chwil, ale czy to jest MOJE życie? Studiuję, ale - niestety - jestem tym typowym studentem, który przed sesją modli się, żeby jakoś poszło. Nie potrafię wynieść nic z tych studiów, a myśl, że potem czeka mnie szkoła (przedsmak już niedługo - praktyki we wrześniu) napawa mnie przerażeniem. Robię zdjęcia, ale nie robię nic w kierunku tego, żeby zacząć fotografować (jestem strasznie przeczulona na drobne różnice semantyczne, których czasem nawet nie ma, a po prostu je sobie imaginuję, więc osoba robiąca zdjęcia jest dla mnie kimś innym niż fotograf i wcale nie chodzi o to, że fotograf ze swoich zdjęć "żyje"). Zafiksowałam się strasznie na fotografię koncertową, która mnie ogranicza. Na koncercie nie ma czasu na zabawę światłem, na kadr, na ekspozycję... Chyba, że na koncercie poezji śpiewanej. Te mnie jednak nie bardzo interesują. Widziałam dzisiaj dwa malutkie amstafy, no piękny widok, zwłaszcza dla mnie - miłośniczki psów, szczególnie tych dużych (i podobno niebezpiecznych - MIT ;)). W takich momentach strasznie żałuję, że nie mam już takiego zapału, jak na początku swojej przygody z aparatem, kiedy miałam go ze sobą zawsze i wszędzie...
Najwyraźniej najwyższy czas coś zmienić... Spełniać marzenia, bo przecież same się nie spełnią. Na dobry początek: zadbać o swój wyniszczony do granic możliwości organizm (ale papierosów nie rzucę, o nie, nie, to się nie uda ;)), więcej pracować z aparatem (zwłaszcza, że pogoda sprzyja), całe odłożone pieniądze ładować w sprzęt (lampa i jasny obiektyw są na pierwszych miejscach listy mast hef). I może nawet zacząć wynosić coś ze studiów...? ;))) 'Wiem, że to tylko marzenia... Ale zamierzam je spełniać, bo kurde... Nawet pisanie tutaj. Mam tyle konkretów, o których chciałabym napisać: niezliczone książki, filmy, muzyka, odejście Rojka z Myslovitz etc., a jakoś zawsze wychodzą mi z tego megagłupotki, których pewnie nikt - oprócz mnie :D - nie czyta. Jako, że zapewne jeszcze dziś przed snem skończę książkę, o której wspominałam w poprzednim wpisie, następny (wpis) będzie recenzją. A co! Małe kroczki! :)))

Relację z niedzielnego koncertu Farben Lehre można zobaczyć tu: http://fotogranie.blogspot.com/2012/04/farben-lehre-yellow-underground.html // Niestety jestem bardzo niezadowolona z tych zdjęć, ale warunki były takie, a nie inne. Pozostaje mieć nadzieję, że następny koncert będzie mniej "prowizoryczny".

PS. Zaległości na Waszych blogach nadrobię już za moment. :)))

13 kwietnia 2012

piątek, piąteczek, piątunio...

Piątek! Wreszcie. Niby tylko trzy dni "pracujące" (a w zasadzie dwa, bo na dzisiejsze zajęcia nie dotarłam - szlag by to! Wyje... zmarnowałam już wszystkie nieobecności na piątkowej HJP!), a czuję się, jakbym zaliczyła Paryż-Dakar. W ogóle mam tu, w Toruniu, jakieś złe feng shui. W domu (na Mazurach - kurde, ciężko mieć dwa domy i o nich pisać! :D) mogłam spać trzy godziny - w mojej ulubionej porze: od szóstej do dziewiątej rano - i potem cały dzień funkcjonowałam, ba! nie chwaląc się, funkcjonowałam całkiem efektywnie. W Toruniu natomiast zwleczenie się z łóżka, to dla mnie katorga, rzecz nie do przejścia i gdybym mogła, to płaczem wymuszałabym na współlokatorach, żeby nie kazali mi wstawać - na szczęście się uodpornili i starają się wyciągnąć mnie z łóżka wtedy, kiedy naprawdę muszę wyjść do świata.
Na szczęście nadszedł weekend. A weekend to zakupy, gotowanie, malowanie paznokci, nadrabianie telewizyjnych (i blogowych :)) zaległości, czytanie i - oczywiście - koncerty! W zasadzie to jeden... (Jeden w weekend, ale w poniedziałek następny... :P).
Strasznie żałuję, że nie mogę jutro pojechać do Poznania. Poznaniacy! Idźcie, bo warto! Jutro wieczorem na Rozbrat marsz! Można wiele powiedzieć o ZŻ - a że teksty proste, a że muzyka na dwa bicia ("to jest punkrock, a nie rurki z kremem! :))), a że naiwny idealista. A ja Wam powiem, że dopóki nie pójdziecie na koncert i nie zobaczycie, co ten facet robi z publicznością, nie powinniście mówić nic!
Natomiast mieszkańców szeroko pojętych okolic Włocławka serdecznie zapraszam w niedzielę do klubu Czarny Spichrz! Nie dość, że koncert dobry, to i mnie gratisowo można będzie spotkać. ;)

A teraz idę obejrzeć Got to Dance, a potem oddać się lekturze... Jakiej? Dowiecie się w swoim czasie. Mam szczerą nadzieję, że się nie zawiodę.

PS. Chciałabym tu poruszyć pewien temat, który dla mnie osobiście jest tematem delikatnym i nie chciałabym zostać źle odebrana. Postaram się sklecić to w jakąś logiczną całość już niedługo...

// wciąż serdecznie zapraszam na www.fotogranie.blogspot.com - po weekendzie nowe (foto)relacje! :))) i bardzo dziękuję za wszelkie udostępnienia.

9 kwietnia 2012

fotogranie! :)

Bardzo, bardzo serdecznie zapraszam do odwiedzin mojego dopiero narodzonego dziecka:

www.fotogranie.blogspot.com


:) :) :)

i ani trochę nie pogniewam się za udostępnianie, polecanie itp. :)))

8 kwietnia 2012

zwJeż! :)

Tak sobie pomyślałam (dokładnie, o trzeciej trzydzieści w nocy), żeby Wam wszystkim pokazać mojego zwierza. Dlaczego? Ano przyczyny są dwie. Po pierwsze, przyjechałam z nim do domu mego rodzinnego (o, Warmio moja miła! :)) i uświadomiłam sobie, że jest dokładnie tak, jak wieść niesie. Mianowicie zwierz tupta! W Rydzykówce nigdy jakoś tego nie słyszałam, a tutaj panele zrobiły swoje. Po drugie natomiast, zwierz musiał w środę pójść ze mną na uczelnię, potem przebyć krótką drogę MPKiem, a dla większej ilości wrażeń spędzić dwie i pół godziny w pociągu (a potem godzinę w samochodzie). I wtedy właśnie, w tę środę, uświadomiłam sobie, że mój zwierz, to chyba jednak nie jest zwykły zwierz...

Pani X: Przepraszam, czy to jest jeżyk?!*
paranoJa: Eee... No tak.
Pani X: Niesamowite, no niesamowite! Jeżyk!

Dziękować losowi, że kiedy interesował się mną już cały przystanek, akurat podjechał autobus! :)

A oto zwJeż:



*już po fakcie Tatuś poradził mi, że mogłam odpowiedzieć: "nie, kur*a, hipopotam!" :D